Megmutatjuk, hogy hol és mennyiért kaphatod meg a keresett könyvet.

Cujo

Cujónak hívják Brett Camber legjobb pajtását, az irdatlan méretű, ám jámbor és barátságos bernáthegyit. Cujo szívesen hajkurássza a vadnyulakat a napsütötte mezőn. Nyúl után szaglászik most is, zsákmánya azonban egy üregbe menekül előle, amelyben veszettséggel fertőzött denevérek tanyáznak. A kutya bedugja busa fejét, és egy denevér megmarja az orrát... Cujo szörnyű alak- és személyiségváltozása, ámokfutása merő iszonyattá változtatja Castle Rock lakóinak életét. Maga a Gonosz jött el a városkába, hogy minden vétket megtoroljon, s áldozatul esik neki bűnös és ártatlan egyaránt... Stephen King a tőle megszokott módon, mesterien adagolja-fokozza a feszültséget és a borzalmat ? a figyelme egy percig sem lankadhat, Kedves Olvasó!

Mutasd tovább

Legközelebbi ingyenes személyes átvételi pont
2 ajánlat
bigbandi
900 Ft
tovább a boltba
lyravac
2 900 Ft
tovább a boltba

Részletek a könyvből

dotarto do niej, ie gdyby po zatrzymaniu sie; pinta nie
zasunela odruchowo szyby (wbijal jej to zawsze w glowg
ojciec: zatrzymaé samochod, zasunaé szyby, zaciagnaé rgczny
hamulec, wyjaé kluczyki ze stacyjki, zablokowaé drzwiczki),
mialaby !eraz rozerwane gardlo, a wszystko tutaj -
kierownica, deska rozdzielcza, przednia szyba - ochlapane
byloby jej krwia. Zawdzieczala iycie tej jednej jedynej
rutynowej czynnos'ci wykonanej tak machinalnie, ie nie
przypominala sobie nawet faktu jej wykonania.
Krzyknela. Straszny psi pysk opadl i miknal jej z oczu pod
dolna krawgdzia okna.
Przypomniala sobie () Tadzie i odwrócila glowg. To, co
ujnala, wzniecüo kolejna fals; strachu, ktora przeszyla ja
niczym rozpalona do czerwonos'ci igla. Tad nie zemdlal, ale
nie byl !ei zupelnie pnytomny. Siedzial bezwladnie,
odchylony na oparcie fotela, oczy mia! szkliste i puste, buzik;
bialajak papier. Usta posiniaiy mu w kacikach.
- Tad! - psttyknela mu pned nosem palcami i chlopczyk,
przywolany tym suchym trzaskiem do rzeczywistos'ci,
zamrugal ospale powiekami. — Tad!
- Mamusiu - odezwal sie grubym glosem. — Jak ten potwor
wydostal sie; i mojej szafy? Czy ja épig? Czy to sen?
- Wszystko bgdzie dobrze — zapewnila go, poruszona jednak
tym, co powiedzial. — To...
Dostnegla ogon i szeroki grzbiet psa przesuwajace sie przed
maska pinta. Cujo pnechodzü na dtuga strong samochodu...
A szyba od strony Tada nie byla zasunigta.
Przechylila sie; nad synkiem pchnigta tak gwahownym
spazmem migs'ni, ie chwytajac za korbke okna omal nie
polamala sobie palców. Dyszac histerycznie i czujac, jak Tad
kuli sie; pod nie; ze strachu, zaczela krgcié nie; najszybciej, jak
potraflla.
Kiedy szyba byla jui w tnech czwartych zasunigta, Cujo
skoczyl do okna, wciskajac pysk w zweiajaca sie; szpare, i
krawgdz' sunapego w góre okna wywindowaia mu go pod sam
suflt. Ciasne wnetrze samochodu Wypelnil jege chrapliwy
wan-kot. Tad pisnaj znowu, objawszy sie; raczkami na kxzyi za
glowg, zaslonil sobie przedramionami oczy i w rozpaczliwym
pragnieniu odsunigcia sigjak najdalej od drzwiczek usüowal
wcisnaj: twarz w brzuch Donny, utrudniajac jej tym krecenie
korbka.
- Mamusiu! Mamusiu! Mamusiu! Kai mu pnestaé! Niech
sobie idzie!
Cos' cieplego s'ciekalo Donnie po grzbietach dloni. Z
przeraieniem stwierdzila, ie to zmieszana z krwia s'lina
kapiaca z psiego pyska. Mobilizujac wszystkie süy zdolala
przekrgcié korbkg () dalsze éwieré obrotu... inagle Cujo sie
wycofal. Przez moment zobaczyla jeszcze jego mol-de,
wyknywionai obledna, szakma karykaturg przyjaznej mordy
bemardyna. Potem pies opadl na cztery lapy i Widziala jui
tylko jego grzbiet.
Korbka nie stawiala jui opom. Donna zasunszla szybg do
koúca i wytarla dlonie o diinsy wzdrygajac sie; z obrzydzenia.
(0 Jezu, () Matka Boska)
Tad popadl znowu w Stan pólpnytomnos'ci. Kiedy tym razem
pstryknela mu palcami przed nosem, nie zareagowal.
O Boie, gotow dostaé po tym wszystkim jakiché
kompleksów. Och, Tad, kochanie, ie !ei nie zostawilam cic z
Debbie.
Wzigla go za ramiona i zaczgla lagodnie potnasaé.
- Czy ja s'pie? - Wymamrotal znowu.
- Nie - odparla. Zajgczal niskim, rozdzierajayym serce,
bolesnym glosem. — Nie, ale wszystko jui w porzadku. Tad...?
lui dobna. Ten pies sie; tu nie dostanie. Okna sajui
pozamykane. Nie dostanie sie tutaj. Nic nam nie zrobi.
Te slowa przebüy sie jakoé do s'wiadomos'ci chlopca i jege
oczy Hoche sie; oiywüy.


- Tojedz'my do domu, mamusiu. Nie chce tu byé.
- Tak. Tak, pojedziemy...
Cujo niczym wielki futrzasty pocisk runal na maskg pinta i Z
ws'cieklym ujadaniem natad na przednia szybg. Tad wydaj
kolejny pisk. Wytrzeszczyl oczy i przycisnzü maja raczki do
buzi tak mocno, ie na policzki wystaJJily mu
ceglastoczerwone progi.
- Nie dostanie sin; do nas! — krzyknda do niego Donna. -
Slyszysz, Tad? Nie dostanie sie tutaj!
Cujo wyrinzü ze stlumionym %omotem w szybe, odbü sin; od
niej i zaszorowaj po masce pazurami. Pozostawüy parg
nowvch er na lakierze. Potem nalad znowu.

Stephen King további könyvei